Recenzje: Klawiatura dla graczy E-Blue Cobra II EKM705BK

Posted 2 komentarzePosted in Recenzje

E-Blue Cobra II o numerze katalogowym: EKM705BK to przewodowa, podświetlana klawiatura oferowana w dystrybucji w kolorze czarnym.

Specyfikacja:

– Ilość klawiszy: 104
– Wymiary: 496x224x33 mm
– Wysokość klawiszy: 3.6 mm
– Waga: 930 g
– Połączenie: USB
– Długość kabla: 1,8 m
– Rozmiary: 496 x 224 x 33 mm
– Żywotność klawiszy: do 10 mln uderzeń
– Kompatybilna z: Windows 95/98/2000/ME/Vista/XP/Win7/Linux/MAC

Klawiaturę E-Blue Cobra II EKM705BK otrzymujemy, co jest standardem E-Blue, solidnie zapakowaną, w tym przypadku, w dwa kartony. Zewnętrzny, cieńszy karton w kolorystyce czarno-zielonej z dużym zdjęciem Cobry II, z logo firmowym E-Blue oraz logo Cobry pełni rolę reklamową. Natomiast wewnętrzny, gruby, w który bezpośrednio zapakowano klawiaturę, dobrze chroni urządzenie przed uszkodzeniem w czasie transportu.

 

Po rozpakowaniu rzucają się w oczy charakterystyczne dla sportowych klawiatur Cobra niesymetryczne, opływowe  kształty. Klawiatura zrobiona jest z dwóch rodzajów tworzywa. Czarnego, wysokiej jakości matowego tworzywa, z którego jest wykonana większość urządzenia oraz z błyszczącego plastiku, z którego wykonano kilka elementów. Na środku górnej krawędzi znajduje się pierwszy błyszczące element z logo Cobra, kolejne dwa znajdują się na bokach klawiatury, a ostatni, najdłuższy, na dolnej krawędzi. Ten element ciągnący się prawie na całej długości Cobry II pomyślany został jako podpórka pod nadgarstki. Klawisze są zrobione z nieco gładszego plastiku niż reszta obudowy. Czcionka na nich jest nadrukowana laserowo, ma wąski, kanciasty styl.

E-Blue Cobra II jest klawiaturą podświetlaną w trzech kolorach. Podświetlane są wszystkie klawisze z osobna, podobnie jak logo Cobry na górnym, błyszczącym elemencie oraz boki klawiatury. Za pomocą klawisza Esc można przełączać pomiędzy kolorami: czerwonym, fioletowym i niebieskim.

Cobra II EKM705BK ma 12 klawiszy funkcyjnych, w tym klawisze do zmiany szybkości czasu reakcji odpowiednio: 800,600,400 ms.

Na spodzie klawiatura, poza standardową parą podwójnych nóżek, ma małą składaną nóżkę po przeciwnej stronie, co pozwala graczowi na ustawienie odpowiedniego dla siebie pochylenia urządzenia.

Na spodzie widzimy jeszcze kilka małych otworków, które zapewniają klawiaturze wodoodporność, a w zasadzie odporność na zalanie płynem. Woda czy płyn wylane na klawiaturę przeciekają przez te otwory na blat biurka, a nie do jej wnętrza.

EKM705BK ma w spodzie zamontowaną metalową płytkę dodatkowo stabilizującą klawiaturę w czasie gry.

Kabel klasyczny 1,8 m, solidny ale elastyczny, z oplotem i uziemieniem.

Ogólnie na klawiaturze bardzo dobrze się i gra, i pracuje, jest solidnie wykonana,  stabilna w czasie gry, wodoodporna, ma ciekawe, nie męczące podświetlania. Jedyne co mi się nie podoba, to cienka i kanciasta czcionka, słabo widoczna przy wyłączonym podświetlaniu.

Podsumowanie

ZaletyWady
interesujący, sportowy designjedyne co może przeszkadzać to słaba widoczność czcionki w przypadku pracy z wyłączonym podświetlaniem
bardzo dobra jakość użytych materiałów
wodoodporna
ciekawe podświetlenie w 3 kolorach
12 klawiszy funkcyjnych
możliwość ustawienia czasu reakcji klawiszy
bardzo dobry stosunek jakości do ceny

E-Blue Cobra II  EKM705BK to gamingowa  klawiatura, ciekawa wizualnie, wykonana z dobrej jakości tworzywa. Zadowoli zarówno wymagających jak i średniozaawansowanych graczy. Solidność wykonania potwierdza producent podając trwałość urządzenia na ponad 10 mln kliknięć. Jej niewątpliwy atut to niewysoka cena. Bardzo dobra jakość za niedużą cenę. W naszym sklepie w cenie 131,30 zł.

Zapraszamy na zakupy: https://wajkomp.pl/eblue-cobra-ii-ekm705bk-klawiatura-dla-gracza-czarna-p-48.html

G.Shamot

Nieznany geniusz – profesor Jan Czochralski część V -ostatnia

Posted Leave a commentPosted in Historia komputerów

Nadszedł rok 1945, wraz z Armią Czerwoną, na ziemie polskie wkroczyła nowa władza komunistyczna. Zaczął się ostatni, tragiczny okres w życiu profesora Jana Czochralskiego. Został aresztowany, na podstawie donosu i oskarżony o współpracę z Niemcami na szkodę narodu polskiego. Autorem donosu prawdopodobnie było środowisko akademickie z Politechniki – ktoś z jego przedwojennych przeciwników. Zarzucono mu, że kolaborował z hitlerowcami, bo bez zgody władz Politechniki założył Zakład Badań Materiałów, gdzie pracował na rzecz wojska hitlerowskiego, a także, że wywiózł po Powstaniu mienie Politechniki do swojej fabryki, a nawet to, że pomagał ratować ludzi z obozów czy więzień w zamian za korzyści majątkowe.


Jan Czochralski (foto. Domena publiczna)

Komunistyczna władza rozprawiała się z wszystkimi wrogami bez żadnych skrupułów, często na podstawie sfabrykowanych materiałów skazywała na śmierć czy długoletnie więzienia przeciwników tworzącej się tzw. „ludowej ojczyzny”. Wrogami dla komunistów byli nie tylko żołnierze podziemia antykomunistycznego, którzy walczyli z nią z bronią w ręku, ale także ci, żołnierze podziemia, którzy się ujawnili, chcieli normalnie żyć, ale ich „grzechem” było to, że należeli w czasie okupacji do niekomunistycznych organizacji jak NSZ czy AK. Wrogami byli cywile, którzy mieli inne poglądy polityczne niż władza, lub ci, którzy należeli do niewłaściwej warstwy społecznej, czyli nie byli robotnikami i chłopami. Wrogiem byli oczywiście ci, którzy w jakikolwiek sposób współpracowali z hitlerowcami.  Profesor, choć był Polakiem miał też obywatelstwo niemieckie, przed wojną pracował w Niemczech, a w czasie okupacji wykonywał zlecenia dla wojsk okupacyjnych, do tego był kapitalistą, i na domiar złego był bogaty. Idealny profil dla ofiary ówczesnego systemu komunistycznego.

Jan Czochralski spędził 4 miesiące w więzieniu. Specjalny Sąd Karny Oddział w Łodzi przeprowadził w tym czasie dokładne śledztwo, jednak w sierpniu zwolniono go. W piśmie do władz Politechniki prokurator prowadzący sprawę napisał, że Jan Czochralski został uniewinniony, gdyż nie znaleziono żadnych dowodów na współpracę z okupantem niemieckim. Co więcej, w trakcie śledztwa okazało się, że Czochralski dzięki kontaktom wśród Niemców, pomagał wydostać z więzień czy obozów wiele osób.

Profesor został oczyszczony z zarzutów przez sąd, ale w oczach wielu oponentów dalej był zdrajcą. Przekonał się o tym już wkrótce. Pod koniec 1945 r. Senat Politechniki Warszawskiej w specjalnej uchwale napisał, że prof. Jan Czochralski złamał w czasie wojny niepisany zakaz kontaktów z okupantem i w związku z tym od końca 1939 r. przestał być uważany za profesora Politechniki. Profesor nie mógł się bronić, bo samo przyznanie się do współpracy z Armią Krajową mogło w tamtych czasach jeszcze bardziej zaszkodzić i jemu, i osobom, z którymi współpracował.

Dla Czochralskiego decyzja senatu była ciosem. Nigdy nie kolaborował z Niemcami, co potwierdził sąd komunistyczny, ale też potwierdziła to Armia Krajowa swoimi czynami czy raczej ich brakiem. Wiadomo, że osoba tak znana jak on, działająca na szkodę Polski w czasie okupacji hitlerowskiej zostałaby skazana przez sąd Państwa Podziemnego na karę śmierci i zastrzelona przez egzekutorów z AK, jak wielu zdrajców czy konfidentów gestapo. A tak się nie stało. W archiwach AK, które badał sąd, nie było żadnej wzmianki na temat Czochralskiego.


Popiersie prof. J. Czochralskiego w Kcyni (fot. ze zbiorów Pawła E. Tomaszewskiego)

Profesor Czochralski przeniósł się z rodziną do Kcyni, choć miał ofertę wyjazdu za granicę. Założył małą firmę Zakłady Chemiczne „Bion”, które zajmowały się produkcją artykułów chemii domowej jak np. świece, pasty do butów, płyny do trwałej czy słynny proszek na katar zwany: „Proszek od kataru z gołąbkiem”. Proszek, wymyślony przez profesora był niezwykłą mieszanką wielu składników chemicznych i ziół, jak potwierdzili współcześni lekarze, faktycznie pomagał przeziębionym. Formalnie właścicielem firmy był zięć Czochralskiego, zapewne z obawy przed represjami reżimu komunistycznego, który tępił każdy przejaw wolności, także gospodarczej. Zięć kierował firmą, a profesor przesiadywał całymi dniami w swoim laboratorium prowadząc badania, można powiedzieć, że była to dla niego emigracja wewnętrzna. Praca badawcza była jego żywiołem, a Senat Politechniki, w sumie jego koledzy, odebrali mu możliwość jej wykonywania.

Więzienie, oskarżenia, wyrzucenie z politechniki i ostracyzm środowiska akademickiego odbiły się na zdrowiu profesora. Do tego Czochralski, umieszczony na czarnej liście Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, był przez nich inwigilowany, czasem robiono mu nieoczekiwane wizyty i przeszukiwano jego willę. Kiedy w kwietniu 1953 r. Urząd Bezpieczeństwa przeprowadził kolejną rewizję, profesor przypłacił ją atakiem serca. Niemłody już Jan Czochralski nie przeżył ataku, zmarł w szpitalu 22 kwietnia. Został pochowany na cmentarzu w Kcyni. Profesor zmarł, ale nie dane mu było spocząć spokojnie. Leżał w grobowcu bez nazwiska do lat 80. (był kapitalistą i wrogiem władzy ludowej, więc nawet nagrobka mu nie zrobiono). W 1984 r. próbowano przywrócić mu dobre imię, ale okres tuż po stanie wojennym, nie był dogodną porą na takie działania i nic z tego nie wyszło. W 1993 r. po kolejnej próbie oczyszczenia profesora Senat Politechniki uznał, że dorobek naukowy Czochralskiego przynosi zaszczyt Politechnice, ale nie widzi możliwości zmiany postanowienia z 1945 r. odnośnie kolaboracji.

Dopiero w 2011 roku, kiedy zmarli jego wrogowie, na prośbę Rektora Politechniki przeprowadzono w IPN kwerendę dokumentów AK. Nie tylko nie znaleziono dokumentów obciążających profesora, ale przeciwnie – odszukano meldunki Czochralskiego pisane dla potrzeb wywiadu AK z 1944 r., wskazujące, że pracował dla polskiego podziemia. W związku z tym Senat po 66 latach oczyścił Czochralskiego z zarzutu współpracy z okupantem.

Ani profesor, ani jego dzieci nie doczekali jego rehabilitacji. Udało się to wnukom. Najgorsze jest to, że tak wybitny polski uczony, porównywany do Kopernika czy Marii Skłodowskie-Curie, jest kompletnie nieznaną osobą we własnej ojczyźnie. Można powiedzieć, że był i jest jak żołnierze walczący z rządami komunistycznymi w latach 40. i 50 XX w. – „wyklęty”. Prześladowany za życia, przemilczany po śmierci i nazywany zdrajcą, choć zawsze był patriotą oddanym swej ojczyźnie.


Pomnik Jana Czochralskiego w Kcyni (fot. ze strony kcynia.pl)

Rok 2013 był ogłoszony rokiem profesora Czochralskiego, od kilku lat pisze się o nim artykuły, nakręcono kilka filmów dokumentalnych, a pan Paweł E. Tomaszewski napisał najobszerniejszą książkę na jego temat pt.:” Powrót. Rzecz o Janie Czochralskim”- efekt wieloletnich badań niezwykłego życiorysu polskiego naukowca. Ale to wszystko mało, profesor jak „wyklęci” dopiero się pojawił w naszej świadomości i minie jeszcze wiele czasu zanim stanie się powszechnie znany Polakom. Będzie to proces bardziej czasochłonny, niż w przypadku żołnierzy. Powstania, wojny i ich bohaterowie, zwłaszcza ginący śmiercią tragiczną, szybko zapisują się w pamięci naszego narodu. Naukowcy, inżynierowie i ich dokonania poparte wieloletnią, żmudną pracą są mniej doceniani.

Mam nadzieję, że moje krótkie teksty przeczyta kilka osób i przekaże kilku następnym. Będzie to moja mała cegiełka w pracy na rzecz przywrócenia profesorowi Janowi Czochralskiemu należnego miejsca wśród najwybitniejszych polskich naukowców, wynalazców i ogólnie wśród najznakomitszych przedstawicieli narodu polskiego. Należy mu się to za wybitne dokonania naukowe, a także za pracę na rzecz ojczyzny i niezwykłą ludzką solidarność w strasznych czasach wojny i okupacji.

Uważam, że należy promować życiorysy i dokonania naszych rodaków, którzy wnieśli wkład w światową naukę i technikę, a mamy takich wielu. Często lepiej znani są w innych krajach niż we własnej ojczyźnie. Jednym z nich jest właśnie profesor Jan Czochralski. Dlatego bardzo proszę o komentarze czy uwagi. Chętnie napiszę kolejny tekst z nowymi informacjami lub też sprostuję, jeżeli coś błędnie napisałem.

G. Shamot

 

Źródła:

Paweł E. Tomaszewski: Jan Czochralski – historia człowieka niezwykłego
Paweł E. Tomaszewski: Powrót: Rzecz o Janie Czochralskim

Recenzje: Myszka dla graczy E-Blue Auroza Gaming EMS639 (e-box)

Posted Leave a commentPosted in Recenzje

Myszka E-Blue Auroza Gaming o numerze katalogowym: EMS639 to podświetlana myszka dla graczy, dostępna w dystrybucji w kolorze czarnym, białym i czarno-szarym. W naszym przypadku jest to wersja czarna.

Specyfikacja:

Chip: AVAGO3050
Frame Rate: 4 500 FPS
Akceleracja: 20 G
Szybkość raportowania: 125/250/500/1000 Hz
Rozdzielczość: 500/1000/2000/3000/4000 dpi
Podświetlenie LED: czerwone, niebieskie, fioletowe, zielone, pomarańczowe
Ilość klawiszy: 6
Trwałość klawiszy: 5 mln kliknięć
Przełączniki: OMRON
Interfejs: USB
Rozmiary: 133 x 72 x 40 mm
Waga: 138 g
Opakowanie – e-box

 

E-Blue Auroza Gaming EMS639 e-box to  podświetlana myszka gamingowa,w kolorze czarnym, zapakowana w e-box. E-box to bardzo estetycznie pudełko wykonane z twardego plastiku, w kolorze czarny, ze zdejmowaną pokrywą. Sama myszka znajduje się w środku pudełka, w idealnie dopasowanej wytłoczce z cieńszego plastiku. Całość opakowania bardzo dobrze zabezpiecza myszkę w transporcie.

Sama myszka na pierwszy rzut oka bardzo przypomina opisaną już na naszym blogu Aurozę typ IM. Ma również grzbiet wykonany z gumowanego tworzywa, podzielony na kilka części , tworzący charakterystyczną skorupę. Do tego poszczególne części skorupy są podzielone niesymetryczną siatką, która, jak napisał producent, ma po włączeniu podświetlania LED dać efekt pioruna. Mnie co prawda ta siatka przypomina popękaną ziemię podczas suszy, ale muszę przyznać, że po włączeniu LED-ów efekty świetlne są niesamowite. Kolory LED możemy zmieniać wraz ze zmianą rozdzielczości DPI gryzonia: 500 DPI– kolor czerwony, 1000 – niebieski, 2000 – zielony, 3000 – fioletowy, 4000 – pomarańczowy.

W porównaniu z Aurozą IM  mysz EMS639 jest nieco większa, ma większe dwa główne przyciski (PPM i LPM), a mniejszą rolkę scrolla. Także przerwy między poszczególnymi elementami grzbietu są mniejsze, poza środkową częścią obudowy, gdzie w szerokiej szczelinie umieszczono logo Aurozy – głowę węża. E-Blue EMS639 jest symetryczna, nadaje się zarówno dla prawo jak i leworęcznych graczy.

Jeżeli komuś przeszkadza oświetlenie, można je wyłączyć przełącznikiem znajdującym się na spodzie myszki, pomiędzy 4 dużymi ślizgaczami. Na spodzie mamy także drugi przełącznik pozwalający ustawić szybkość raportowania w Hz: 125, 250, 500, 1000.

E-Blue Auroza EMS639 posiada 6 przycisków: LPM i PPM, rolkę scrolla, przełącznik rozdzielczości DPI, tradycyjnie na grzbiecie urządzenia i dwa boczne przyciski z lewej strony myszki. Główne przyciski są duże, dobrze dopasowane do palców ręki. Kliknięcie klawiszy wyraźne, skok niezbyt duży, idealnie nadaje się do grania. Rolka scrolla jest gumowa, dobrze się nią kręci, do tego jest również podświetlana. Rolka mogłaby być nieco większej średnicy. Boczne klawisze: „przód” i „tył” są dobrze umiejscowione pod kciukiem, jednak według mnie, trochę za małe.

Auroza ma kabel 1,8 m długości, pleciony, z filtrem przeciwzakłóceniowym, dosyć elastyczny i lekki. Jest solidnie zakotwiczony w myszce i sprawia wrażenie trwałego.

Myszka bardzo dobrze siedzi w ręce, dobrze się nią steruje. W grach zachowuje się precyzyjnie, ale tylko na niższych rozdzielczościach.

Do myszki E-Blue Auroza Gaming EMS639 jest dostępne oprogramowanie, które można ściągnąć ze strony firmowej www.e-blue-com.pl. Daje ono możliwość skonfigurowania wszystkich klawiszy według potrzeb gracza, ustawienia kolorów, rozdzielczości, prędkości wskaźnika itd.

Podsumowując:

ZaletyWady
eleganckie, trwałe opakowanieprzeciętny jak na mysz gamingową sensor Avago 3050
nietypowy designtrochę za małe boczne przyciski
niecodzienne podświetlenie LEDmała precyzja na najwyższych rozdzielczościach
wykonana z materiałów dobrej jakości
solidny kabel z oplotem
możliwość ustawienia czasu reakcji
oprogramowanie do konfiguracji myszki
atrakcyjna cena w naszym sklepie

Myszka E-Blue Auroza Gaming EMS639 to solidna myszka wykonana z bardzo dobrej jakości materiału, o bardzo ciekawym wyglądzie i nietypowym podświetlaniu. Ze względu na przeciętny sensor Avago i przeciętne parametry techniczne nie zadowoli profesjonalistów. Przeznaczona jest dla tych wszystkich graczy, którzy lubią efektownie wykonane myszy, dobrej jakości, a niekoniecznie muszą mieć myszkę o dużej precyzji.

W naszym sklepie E-Blue Auroza Gaming EMS639 w promocyjnej cenie 119,52 zł.

Zapraszamy na zakupy: https://wajkomp.pl/eblue-auroza-gaming-ems639-myszka-dla-graczy-ebox-p-21.html

 

G.Shamot

Nieznany geniusz – profesor Jan Czochralski część IV

Posted Leave a commentPosted in Historia komputerów

Kiedy jesienią 1939 r.  Niemcy rozpoczęły okupację Polski, jedną z pierwszych decyzji władz hitlerowskich było zamknięcie polskich szkół średnich i wyższych uczelni. Zamknięto także  Politechnikę Warszawską. Ponieważ prof. Jan Czochralski miał nadal obywatelstwo niemieckie, jego żona była Niemką, był przez Niemców doceniany, jako osoba, która wiele zrobiła dla Rzeszy Niemieckiej (przypominam – choćby unowocześnienie kolei niemieckich dzięki wynalezieniu przez profesora metalu B), zatem dla nich był obywatelem niemieckim. Hitlerowcy chcieli, żeby oficjalnie pracował dla Rzeszy, będąc pośrednikiem miedzy władzami okupacyjnymi a podbitymi Polakami. Na to się profesor nie zgodził, zawsze podkreślał swoją polskość, nigdy nie współpracował z okupantem.


Jan Czochralski (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Kiedy Czochralski wystąpił o zgodę na otwarcie na Politechnice Zakładu Badań Materiałów, hitlerowcy nie odmówili zasłużonemu obywatelowi Rzeszy. Zakład powstał na bazie przedwojennego Instytutu Metaloznawstwa i Metalurgii w celu ochrony pracowników i wyposażenia Instytutu. Tu warto przypomnieć, że Niemcy chcieli zniszczyć polską inteligencję, w tym polskich profesorów i naukowców, wielu już w listopadzie 1939 r.  zostało aresztowanych i wywiezionych do obozów koncentracyjnych. W Zakładzie Badań Materiałów oraz ośmiu innych zakładach, które powstały na Politechnice w czasie okupacji znaleźli prace i co ważne oryginalne kenkarty (dokumenty, które często chroniły przed wywiezieniem do obozu) nie tylko pracownicy Politechniki, ale także żołnierze Armii Krajowej. Pracowali oni na rzecz miasta Warszawa, m.in. gazowni, parowozowni, zakładów Lilpopa czy Norblina, ale także produkowali części do motocykli, samochodów i remontowali pojazdy Wermachtu.

Właśnie fakt, że Czochralski wykonywał zlecenia, za zgodą władz okupacyjnych, dla wojsk niemieckich, wykorzystali jego przeciwnicy, oskarżając go o kolaborację. Miało to po wojnie doprowadzić do tragicznych wydarzeń w jego życiu.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że profesor Czochralski współpracował z Armią Krajową, za jej zgodą założył Zakład Badań Materiałów. Do wybuchu Powstania Warszawskiego warsztaty Zakładu wykonywały elementy uzbrojenia dla armii podziemnej: odlewano granaty, części do pistoletów i drukarni, robiono miny do wysadzania pociągów, wykonywano inne tajne zadania, jak choćby zniszczenie wykradzionych elementów niemieckich rakiet V1 i V2. Gromadzono też środki chemiczne mogące zostać użyte jako materiały wybuchowe. Sam Czochralski, dzięki swoim wpływom i zdolnościom organizacyjnym, wyciągał od Niemców środki na roboty remontowe dla wojska, a część tych środków przeznaczał na wspieranie ruchu oporu.


Monokryształ otrzymany metodą Czochralskiego (foto. Wikipedia)

Jan Czochralski był przez całą wojnę zaangażowany w pomoc cywilom. W domu swoim ukrywał dwie Żydówki: panie Lesser i Krzesińską, a przypominam, że za pomoc Żydom groziła w okupowanej Polsce kara śmierci. Jego szerokie znajomości wśród Niemców pomogły wielu Polakom. Dzięki jego staraniom zwolniono z obozu koncentracyjnego profesorów Politechniki Stanisława Porejko i Mariana Świderka, wnuka słynnego aktora Ludwika Solskiego. Szacuje się, że co najmniej 30 osób wyciągnął z więzień Gestapo, czyli praktycznie uratował przed śmiercią. Jednym z nich była Adolf Nowaczyński, znany pisarz i działacz narodowy. W czasie okupacji, tak jak przed wojną, w swojej willi wraz z żoną prowadzili „literackie czwartki”, wspomagając w ten sposób wielu polskich artystów. Bywali u nich: Wacław Berent, Ludwik Solski, Leopold Staff, Alfons Karny, Adolf Nowaczyński, Juliusz Kaden-Bandrowski, Kornel Makuszyński i wielu innych.

W czasie Powstania Warszawskiego prof. Czochralski przebywał na terenie Politechniki wraz z powstańcami. Po powstaniu zamieszkał w Milanówku i dzięki przepustce uzyskanej od Niemców wywiózł z Instytutu Metalurgii ocalałe wyposażenie. Jego wrogowie również to wykorzystali po wojnie do oskarżeń, że wywiózł sprzęt politechniki do swojej fabryki w Piotrkowie Trybunalskim.

(fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Do końca wojny profesor Czochralski mieszkał Piotrkowie Trybunalskim. Wyzwolenie i nowa władza, które przyszły w 1945 r. wraz z sowieckim wojskiem okazały się, bardziej tragiczne dla profesora niż okupacja hitlerowska. W kwietniu 1945 r. „władza ludowa”, bo tak się nazywali komuniści, którzy objęli władzę po 1944 r. na terenie Polski, aresztowała go pod zarzutem „współpracy z niemieckimi władzami okupacyjnymi na szkodę osób spośród ludności cywilnej, względnie Państwa Polskiego”. Oczywiście jakiś „życzliwy” złożył donos na profesora.

Za tydzień napiszę o ostatnich latach życia Jana Czochralskiego i dlaczego nazwano go „wyklętym geniuszem”.

 

G.Shamot

 

Źródła:

Paweł E. Tomaszewski: Jan Czochralski – historia człowieka niezwykłego
Paweł E. Tomaszewski: Powrót: Rzecz o Janie Czochralskim

Recenzje: Słuchawki dla graczy E-Blue Cobra HS II

Posted Leave a commentPosted in Recenzje

Słuchawki E-Blue Cobra HS II o numerze katalogowym: EHS014BK to nauszne słuchawki dla graczy, dostępne w dystrybucji w kolorze czarnym.

Specyfikacja:

– Średnica głośnika: 50 mm
– Impedancja: 32 Ohm
– Czułość głośników: 110 dB
– Czułość mikrofonu: 42 dB
– Maksymalna moc wyjściowa: 300 MW
– Zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 KHz
– Podświetlanie: LED
– Długość kabla: 3m
– Wtyki 2x 3,5 mm jack, 1xUSB

Słuchawki E-Blue Cobra HS II (w innych krajach używana jest również nazwa Cobra II HS-705) otrzymujemy zapakowane w pudełko z tworzywa, w większości przezroczystego. Tylko środkowa część przedniej i tylnej ścianki opakowania jest czarna z niebieskimi napisami E-Blue i niebieską kobrą – logo linii produktów Cobra. Same słuchawki umieszczone są w sztywnym, kartonowym stojaku, który znajduje się wewnątrz pudełka. Pudełko bardzo ładne w ekspozycji, chyba trochę gorzej z zabezpieczeniem słuchawek w transporcie. Moim zdaniem opakowanie powinno być solidniejsze, z tradycyjnych grubych kartonów. Ostatecznie nie przesyłamy słuchawek za 50 złotych.

Same słuchawki Cobra II mają ostrą stylistykę typowo gamingową. W połączeniu z podświetlaniem LED wokół i na nausznikach prezentują się profesjonalnie. Całość, jak w większości produktów E-Blue, jest wykonana z dobrej jakości tworzyw i  solidnie zmontowana. Pałąk tworzą dwie rurki z twardego, ale elastycznego tworzywa. Dzięki nim muszle dosyć dobrze przylegają do uszu. Opaska na głowę zrobiona jest  z miękkiej gąbki,  pozwala na regulację ustawienia wysokości słuchawek za pomocą metalowych prętów wysuwających się z nauszników na około 2 cm z każdej strony, dzięki czemu słuchawki można dopasować do każdej głowy.

Same nauszniki składają się jakby z 4 połączonych elementów. Główny element przypominający nieco literę „V” jest zrobiony ze śliskiego połyskującego plastiku. Niestety, po dłuższym użytkowaniu widać na nim ślady palców. Na tej części znajduje się podświetlane logo Cobry. Dwa elementy po bokach oraz element znajdujący się w środku litery „V” zrobione są z matowego, nieco „gumowego” tworzywa. Na środkowym plastiku znajduje się, również podświetlany napis E-Blue.

Muszle wykończone są gąbką obszytą materiałem przypominającym skórę. Są one miękkie i dobrze przylegają do głowy, jednak nie wygłuszają za dobrze dźwięków zewnętrznych. Innym powodem, nie najlepszego wygłuszenia zewnętrznych dźwięków może być fakt, iż miejsca w środku muszli nie jest zbyt dużo – 52 cm średnicy. Powoduje to, że  osobom, takim jak ja, o większych uszach,  słuchawki Cobra HS II niezbyt dokładnie przylegają do głowy.

Poza podświetlanym logo i napisem E-Blue, wokoło nauszników znajdują się przezroczyste elementy, które również są podświetlane. Całość podświetlania, zwłaszcza w ciemnościach daje bardzo ciekawy efekt, nadając E-Blue Cobra HS II sportowego charakteru. Jeżeli komuś się nie podoba podświetlanie można go wyłączyć przyciskiem na pilocie znajdującym się na kablu. Pilot jest dosyć duży i poza przyciskiem do wyłączania podświetlania ma jeszcze przycisk wyłączania mikrofonu oraz dużą gałkę do regulacji głośności. Sam kabel ma 3 m długości i jest opleciony czarno-niebieskim materiałem. Mimo to jest w miarę elastyczny. Kabel zakończony jest dwoma pozłacanymi wtykami typu mini jack i końcówką usb.

Jeżeli chodzi o mikrofon, to zamontowano go w lewym nauszniku, jest chowany w całości do środka. Po wyciągnięciu ma około 8,5 cm długości i można swobodnie go wyginać w zależności od indywidualnych potrzeb gracza.

Słuchawki posiadają 50 mm głośniki neodymowe, które zapewniają, jak napisał producent, „głębokie basy i krystalicznie czysty dźwięk”. Niestety nie znalazłem ani głębokich basów, ani krystalicznej czystości, nie mniej w grach słuchawki wypadają przyzwoicie. Również możemy posłuchać w nich muzyki na komputerze, ale prawdziwi melomani nie będą z nich zadowoleni.

Podsumowując:

ZaletyWady
Bardzo dobra jakość użytych materiałówJakość dźwięku w słuchawkach nie jest adekwatna do ceny
Dobra jakość wykonaniaMało miejsca na uszy w muszlach
Wytrzymały pałąk i możliwość dopasowania słuchawek do każdej głowyTworzywo na nausznikach szybko się brudzi
Interesujące podświetlenie nauszników
Kabel z końcówką 2x 3,5 jack oraz USB
Sportowy design

Słuchawki E-Blue Cobra HS II to solidnie wykonane słuchawki dla profesjonalnych graczy, jednak jakość dźwięku nie zadowoli tych najbardziej zaawansowanych. Są dobrą propozycją dla początkujących profesjonalistów, a także osób grających amatorsko, ale mających większe wymagania niż budżetowe słuchawki.

Cena nie jest wygórowana, a w naszym sklepie Cobra HS II w promocyjnej cenie 315,90 zł.

Zapraszamy na zakupy: https://wajkomp.pl/eblue-sluchawki-cobra-hs-ii-ehs014bk-dla-graczy-regulacja-glosnosci-35-mm-jack-czarne-p-32.html

G.Shamot

Nieznany geniusz – profesor Jan Czochralski część III

Posted Leave a commentPosted in Historia komputerów

Profesor Jan Czochralski miał podwójne obywatelstwo, polskie i niemieckie. Kiedy w 1928 r. przeprowadził się do Polski i miał objąć posadę szefa Instytutu Metalurgii i Metaloznawstwa Politechniki Warszawskiej, na prośbę rektora złożył wniosek o zrzeczenie się obywatelstwa niemieckiego. Ponieważ przez wiele lat pracował na rzecz niemieckiego przemysłu, zwłaszcza metalurgicznego, ściśle związanego z produkcją zbrojeniową, Niemcom nie zależało na szybkim „pozbyciu się” obywatela znającego wiele tajemnic przemysłowych i wojskowych. Procedura zrzeczenia się obywatelstwa w takich przypadkach trwała nawet kilkanaście lat. Według osób nieprzychylnych profesorowi nie zależało mu na zrzeczeniu się niemieckiego obywatelstwa z czysto finansowych powodów. Czochralski miał w Niemczech nieruchomości, kontrakty, a przede wszystkim patenty, z których wynikały duże gratyfikacje finansowe.


Profesor Jan Czochralski (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Jak pisałem w poprzedniej części, Jan Czochralski powiedział po maturze, że wyjeżdża „w świat” i wróci do domu, kiedy będzie sławny i bogaty. I jak w bajce, jak powiedział, tak zrobił. Kiedy wrócił do kraju był już człowiekiem sukcesu. Sławny, bogaty i do tego miał szerokie kontakty wśród bardzo wpływowych ludzi nauki, biznesu i polityki, tak na świecie, jak i w Polsce. Ale na tym bajka się kończy. Otwarcie, specjalnie dla niego, katedry na Politechnice Warszawskiej, niegraniczone środki na badania, a przede wszystkim tytuł profesora nadany mu z pominięciem standardowej drogi akademickiej, przysporzyło mu wielu wrogów. Nie miał tytułu magistra, doktora i habilitacji, a otrzymał tylko honorowy doktorat, a potem profesurę. Najbardziej zajadłym wrogiem profesora stał się inny profesor Politechniki Warszawskiej Witold Broniewski, uczeń Marii Skłodowskiej-Curie, promotor jego doktoratu.


Prof. Jan Czochralski z rodziną (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Według prof. Broniewskiego Jan Czochralski bardziej interesował się swoją karierą i korzyściami finansowymi, niż pracą naukowa na rzecz kraju. Broniewski był przeciwnikiem wykorzystywania wynalezionego przez Czochralskiego metalu B. Uważał, że znacznie lepsze i wytrzymalsze są stopy z domieszką cyny. Kiedy metal B został wykorzystany w produkcji dla polskich kolei, Broniewski zarzucił Czochralskiemu sabotowanie polskiego przemysłu oraz to, że bardziej się czuje Niemcem niż Polakiem, a taka osoba nie powinna być kierownikiem tak ważnego strategicznie instytutu. Jan Czochralski najpierw, jak to było w zwyczaju w II RP, wyzwał obrażającego go adwersarza na pojedynek, prawdopodobnie na szable, a ponieważ nie przyniósł on rozstrzygnięcia, skierował sprawę na drogę sadową, składając pozew o zniesławienie. Sprawa sądowa była jedną z najbardziej medialnych rozpraw w II RP. Na rzecz prof. Czochralskiego składali zeznania ludzie z pierwszych stron gazet: wojskowi i urzędnicy wysokiego szczebla, Prezydent RP Ignacy Mościcki oraz oficerowie wywiadu. Sprawa rozpatrywana była w trzech instancjach i we wszystkich Czochralski wygrał, a Broniewskiego skazano na symboliczną karę więzienia w zawieszeniu. Sprawa zakończyła się sukcesem naszego bohatera, lecz paradoksalnie przysporzyła mu kolejnych wrogów w środowisku akademickim, a zwłaszcza wśród uczniów i popleczników prof. Broniewskiego. Miało to zaowocować w przyszłości kolejnymi oskarżeniami.

Profesor Jan Czochralski był osobą nietuzinkową i w żaden sposób nie przypominał przeciętnego profesora nauk ścisłych. Tak jak jego główny wynalazek – metoda otrzymywania monokryształów metali – daleko wyszedł poza czasy, w których zaistniał, tak i działalność Czochralski  daleko wyszła poza schemat uczonego czy wynalazcy. Był naukowcem, ale także świetnym organizatorem i można rzec marketingowcem. Poza zorganizowaniem Instytutu Metalurgii i Metaloznawstwa na Politechnice Warszawskiej, zorganizował także Dział Metalurgiczny w Chemicznym Instytucie Badawczym, zajmujący się opracowaniem metod wykorzystywania bogactw surowcowych Polski przez polski przemysł. Przejął również prowadzenie Instytutu Badań Materiałów Uzbrojenia. Wszystkie te placówki, nowocześnie wyposażone, wykonywały zlecenia na rzecz obronności kraju.


Rezydencja prof. Czochralskiego w Kcyni (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Działalność Czochralskiego w Polsce przedwojennej wykraczała daleko poza świat akademicki. Miał pieniądze i wcale się z tym nie krył. Z jednej strony lubił luksus i żył komfortowo. Wydawał np. duże sumy na szybkie, nowoczesne samochody, a w swojej willi w Kcyni miał dwa baseny. Lubił towarzystwo, obracał się wśród elit, nie stronił od zabaw i rozrywek. Ale z drugiej strony działał społecznie, był członkiem Polskiego Towarzystwa Chemicznego, należał do wielu towarzystw naukowych, był prezesem i członkiem rad naukowych i kolegiów, współorganizował Muzeum Przemysłu i Techniki, prowadził ożywioną działalność, jako mecenas kultury, wspierał pisarzy i artystów, ratował zbiory muzealne. Willa Państwa Czochralskich w Warszawie przy ul. Nabielaka była miejscem spotkań świata artystycznego stolicy. Co tydzień odbywały się tam „Czwartki literackie”, na których bywali pisarze, poeci, aktorzy i inni artyści m.in. Kornel Makuszyński, Leopold Staff, Juliusz Kaden-Bandrowski czy Ludwik Solski. Swój majątek Czochralski przeznaczał m.in. na restaurację Dworku Chopina, wykopaliska w Biskupinie, a także na kolekcje dzieł sztuki, zwłaszcza polskich artystów, których wspierał w latach 30.  jak i w okresie II wojny światowej.

Mimo tych działań, w czasie II wojny, a przede wszystkim po jej zakończeniu oskarżano go zdradę. Ale o tym za tydzień.

 

G.Shamot

 

źródła:

Paweł E. Tomaszewski: Jan Czochralski – historia człowieka niezwykłego
Paweł E. Tomaszewski: Powrót: Rzecz o Janie Czochralskim

Recenzje: Klawiatura multimedialna E-Blue Mazer K734

Posted Leave a commentPosted in Recenzje

E-Blue K734 o numerze katalogowym: EKM734BK to wielofunkcyjna klawiatura multimedialna oferowana w dystrybucji w kolorach białym i czarnym.

Specyfikacja:

– Podświetlana: LED 3 kolory: niebieski, czerwony, fioletowy
– Wodoodporna: Tak
– Ilość klawiszy: 104
– Ilość klawiszy multimedialnych: 12
– Anti-ghosting: 22 klawisze
– Podłączenie: USB
– Długość kabla: 1,8 m
– Rozmiary: 446 x 136 x 36 mm
– Waga: 765 g
– Żywotność: >10 milionów uderzeń
– Kompatybilna z: Windows XP/Vista/7/8/10/ Mac/ RedHat

Testujemy klawiaturę E-Blue K734 EKM734BK w kolorze czarnym. Zapakowana jest w  tradycyjne pudełko kartonowe, z logo E-Blue, tym razem w kolorach biało-niebiesko-czarnym. Klawiatura zapakowana jest dodatkowo w foliowy pokrowiec. I co ciekawe, w zestawie otrzymujemy dodatkowy komplet 8 klawisz dla graczy: klawisze WSAD oraz strzałki.

Klawiatura E-blue K734 ani w nazwie, ani na  opakowaniu nie jest oznaczona jako Mazer. Jedynie  klawisz znajdujący się między prawym Ctrl i prawym Alt jest oznaczony logo Mazer. Jest to klawisz służący do włączania różnych funkcji klawiatury, przez przyciśnięcie go jednocześnie z innymi klawiszami. Np. wciśnięcie Mazer oraz Esc powoduje zmianę koloru oświetlania obudowy. Wszystkie kombinacje klawiszy opisane są w broszurce dołączonej do instrukcji obsługi.

To co odróżnia EKM734 od klasycznych klawiatur to tzw.  „pływająca” konstrukcja. W klasycznych konstrukcjach klawisze są wpuszczone do środka obudowy, w „pływających” klawisze wystają ponad obudowę. Według mnie taka konstrukcja powinna nazywać się „grzybkową”, gdyż klawisze wyglądają z boku jak grzybki wyrastające z podstawy klawiatury. Z tej budowy wynika też inna cecha EKM734 – wodoodporność. Wylana ciecz spływa z klawiszy na podstawę klawiatury, a stamtąd łatwo ją wylać czy wydmuchać. Równie łatwo zachować czystość klawiatury.

Klawiatura zrobiona jest  z bakelitu. Opisy na klawiszach wykonano laserowo, co powoduje, że literki nie ścierają się, nawet po długim okresie używania. Boczną część obudowy wykonano z przezroczystego tworzywa, w środku którego mamy umieszczone oświetlenie LED. Po podłączeniu klawiatury do komputera, boki obudowy świecą się w kolorze niebieskim, jeżeli przytrzymamy klawisz Mazer i klikniemy 2 razy na Esc, zmienimy kolor na czerwony, a kolejne dwa kliknięcia Esc zmienią kolor na fioletowy. Do tego możemy zmieniać intensywność świecenia w 3 poziomach (100%, 66%, 33%), co pozwala dostosować podświetlanie urządzenia do swoich upodobań i wrażliwości oczu.

Kabel długości 1,8 m zakończony zwykłą wtyczką USB, nie posiada oplotu, posiada filtr przeciwzakłóceniowy.

Klawiatura E-Blue K734 może być z powodzeniem stosowana zarówno do zwykłej pracy, do multimediów jak i do grania w gry komputerowe.

W K734 dostępnych jest 12 multimedialnych klawiszy. Dzięki temu można wygodnie przeglądać strony internetowe, odtwarzać muzykę lub oglądać filmy.

Jeżeli chodzi o granie, to klawiatura spisuje się dobrze, jest dosyć ciężka i stabilnie leży na biurku. Przeszkodą w niektórych grach może być długi skok klawiszy.

Jeżeli chodzi o standardowe użytkowanie, to bardzo dobrze pisze się na tej klawiaturze. Miałem wrażenie, pisząc , że przypomina mi stare, zapomniane maszyny do pisania. Niestety,  K734 nie posiada w spodniej części obudowy ruchomych nóżek, przez co nie ma możliwości regulacji konta nachylenia.

 

Podsumowując:

ZaletyWady
interesujący designbrak składanych nóżki
wodoodpornaduży skok klawiszy przeszkadza w graniu
ciekawe podświetlenie w 3 kolorachtrochę denerwuje kanciasta czcionka na klawiszach
dodatkowy komplet klawiszy gamingowychkabel mógłby być lepszej jakości
bardzo dobry stosunek ceny/jakości

E-Blue Mazer K734 to wielofunkcyjna  klawiatura, ciekawa wizualnie, wykonana z dobrej jakości tworzywa. Nadaje się raczej dla weekendowych graczy. Za to dobrze się na niej pisze i jest pomocna w obsłudze multimediów. Solidność wykonania potwierdza producent podając trwałość urządzenia na ponad 10 mln kliknięć. Jej niewątpliwy atut to stosunek jakości do ceny. Dobra jakość za niedużą cenę.

W naszym sklepie w cenie 66 zł.

Zapraszamy na zakupy: https://wajkomp.pl/eblue-k734-ekm734-klawiatura-dla-graczy-multimedialna-p-16.html

G.Shamot

Nieznany geniusz – profesor Jan Czochralski część II

Posted Leave a commentPosted in Historia komputerów

W 1917 r. zaczął się nowy etap w życiu Jana Czochralskiego. Przeniósł się do Frankfurtu nad Menem gdzie koncern Metallbank Und Metallurgische Gesellschaft A.G. otwarł, za jego namową, nowoczesne laboratorium metaloznawcze (wg niektórych źródeł laboratorium zbudowano specjalnie dla Czochralskiego). W laboratorium, którego profesor został kierownikiem, można było przeprowadzać badania naukowe, a jednocześnie dokonywać prób warsztatowych. Najważniejszym celem, nad którym pracował zespół Czochralskiego, było wynalezienie na potrzeby kolejnictwa niemieckiego stopu metali bez zawartości cyny. Ze względu na embargo jakim obłożono Niemcy, cena cyny była bardzo wysoka, stąd szukano alternatywnych rozwiązań. Po siedmiu latach pracy udało się wynaleźć stop na bazie ołowiu, cechujący się dobrymi właściwościami ślizgowymi, a nie zawierający deficytowej cyny. Metal B , bo tak go nazwano, znalazł zastosowanie w produkcji łożysk ślizgowych do kół, co spowodowało, że parowozy czy wagony mogły poruszać się ze znacznie większą prędkością niż dotychczas, a także zwiększyło niezawodność składów kolejowych. Patent na produkcję metalu B wykupiły nie tylko koleje niemieckie, ale także przedsiębiorstwa w wielu krajach. Środki z patentów wpływały na konto Czochralskiego do 1948 roku, dzięki czemu stał się bardzo znanym i co nie zawsze idzie w parze, bardzo bogatym naukowcem.


Jan Czochralski (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Poza tym wynalazkiem m.in. opracował odczynniki do trawienia metali, wynalazł optyczną, nierentgenowską metodę określania orientacji kryształów metali, był autorem wielu innych pionierskich badań i wynalazków. O wielu nic nie wiemy, gdyż do dzisiaj okryte są  tajemnicą wojskową czy handlową. Podczas pobytu we Frankfurcie Czochralski napisał ponad 2000 stron raportów ze swoich badań.

Jan Czochralski został w 1925 r. prezesem Niemieckiego Związku Metaloznawczego, był   konsultantem i doradcą  wielu koncernów metalowych m.in.  we Francji, Szwecji oraz angielskiego Instytutu Metali. Napisał dwa podręczniki z metaloznawstwa, które przetłumaczono na wiele języków. Jego sława badacza, wynalazcy i wybitnego specjalisty w dziedzinie metalurgii dotarła do USA, dokąd  został zaproszony przez samego Henry Forda, producenta samochodów osobowych. Zakłady Forda w latach 20. XX w. nie tylko zmotoryzowały Stany Zjednoczone, ale były wtedy najnowocześniejszą i najlepiej zarządzaną fabryką w USA, a być może i na świecie. Ford był zainteresowany praktyczną stroną wynalazków Polaka i zaoferował mu stanowisko dyrektora laboratorium w Detroit (wg innych – dyrektora fabryki duraluminium).


Jan Czochralski z żoną (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Jan odmówił Fordowi, ponieważ dostał inną propozycję. Prezydent Ignacy Mościcki zaproponował mu zorganizowanie Katedry Metalurgii i Metaloznawstwa na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej i objęcie stanowiska kierownika.  Czochralski mimo, że całe dorosłe życie spędził w Niemczech, czuł się Polakiem. Zgodził się i w 1928 roku wrócił do Polski. Czochralski miał przywieźć do Polski 1,5 mln złotych (przedwojennych) – kupił pałacyk na ulicy Nabielaka (obecnie znajduje się tam Ambasada Słowacji), a w rodzinnej Kcyni wybudował posiadłość z dwoma basenami, gdzie zamieszkała jego rodzina. Lubił szybkie samochody i luksusowe życie, lecz też przeznaczał niemałe sumy na cele charytatywne m.in. na renowację dworku Chopina czy wykopaliska w Biskupinie.

Ponieważ Jan Czochralski nie miał wykształcenia akademickiego, aby formalnie mógł objąć katedrę, otrzymał w uznaniu pracy badawczej tytuł doktora honoris causa Politechniki Warszawskiej w 1928 r. lub 1929 r.,  a w 1930 tytuł profesora mimo, że nie miał ani doktoratu, ani habilitacji.

Niektórzy twierdzą, że profesor był agentem polskiego wywiadu, groziła mu dekonspiracja i dlatego wrócił do kraju. To akurat jest możliwe, ponieważ po powrocie do kraju Czochralski otrzymał nieograniczone środki na wyposażenie laboratorium i zatrudnienie pracowników właśnie od Ministerstwa Spraw Wojskowych. Katedra pracowała  na rzecz wojska i wszystkie badania zostały objęte tajemnicą wojskową.


Willa Czochralskiego w Warszawie (fot. z archiwum Pawła E. Tomaszewskiego)

Bogactwo, sława, nieograniczone środki na badania, praca na rzecz wojska i tytuł profesora politechniki uzyskany w okresie kilku lat nie zjednały mu w kraju przyjaciół, raczej przysporzyło  wrogów. Jednym z nich był profesor Witold Broniewski, promotor jego doktoratu. Oskarżył on Czochralskiego o sabotaż na rzecz Niemiec. Czochralski miał robić stopy metalu B gorszej jakości by sabotować polski przemysł. Sprawa skończyła się w sądzie.

 O sprawie sądowej i dalszym losie profesora w następnej części.

 

G.Shamot

 

Źródła:

Paweł E. Tomaszewski: Jan Czochralski – historia człowieka niezwykłego
Paweł E. Tomaszewski: Powrót: Rzecz o Janie Czochralskim