Historia komputerów

Geniusz o niezwykłym życiu – Jacek Karpiński, K-202 początek

Kiedy w 1968 roku Jacek Karpiński przedstawił na sympozjum w Zakopanym swój nowy komputer KAR-65, wzbudził duże zainteresowanie i zebrał pochwały nawet ze strony konkurencji. Był to komputer inny niż te, które wtedy budowano, tak w Polsce jaki i na świecie. Można powiedzieć, że wyprzedzał swoje czasy. Wydawało się , że KAR-65 odniesie sukces i będzie produkowany seryjnie. Ale tak się nie stało. To co dało się zrobić w jednym egzemplarzu, można powiedzieć chałupniczo, nie dało się wykonać w produkcji seryjnej. Choćby ze względu na braki odpowiedniej jakości podzespołów elektronicznych, potrzebnych do uruchomienia produkcji. Z tym w PRL-u zawsze był problem.

Nowa koncepcja – szybki minikomputer walizkowy

Karpiński, kiedy jeszcze trwały prace nad KAR-65, wpadł na pomysł, aby stworzyć bardziej nowoczesny komputer, szybką maszynę nowej generacji opartą na układach scalonych. Takie komputery produkowano już w USA, ale Karpiński, jak zawsze, chciał być krok przed światem i postanowił zrobić coś, czego jeszcze nawet Amerykanie nie mieli – komputer małych rozmiarów mieszczący się w walizce. Był to pomysł bardzo śmiały, bo komputery końca lat 60 były wielkie; same jednostki centralne miały wymiar szafy, a wraz z urządzeniami peryferyjnymi, jak pamięci szpulowe, drukarki wierszowe i czytniki kart zajmowały 2-3 pokoje biurowe, albo duże sale przeznaczone budowane dla potrzeb sprzętu obliczeniowego z obowiązkową klimatyzacją.


Jacek Karpiński i przy pulpicie sterowniczym KAR-65 (fot. www.dobreprogramy.pl)

Miał już koncepcję w głowie, ale przy takim projekcie potrzebne były ogromne środki finansowe, a tego nie miał. W przypadku KAR-65 koszty pokrywał Instytut Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, gdyż komputer był budowany na zamówienie Instytutu. Przypomnę, że dyrektor instytutu prof. Jerzy Pniewski zlecił Jackowi Karpińskiemu skonstruowanie komputera, który pozwoliłby na przetwarzanie danych otrzymywanych z CERN (Europejska Organizacja Badań Jądrowych). KAR-95 pochłonął ogromne środki, koszt jednej maszyny to około 6 mln złotych. Komputer ODRA 1003 produkowany przez ELWRO w tym okresie kosztował około 2,3 mln, (przeciętne pensja wtedy to około 2-2,5 tys. zł.) Nowoczesny komputer na układach scalonych wysokiej jakości musiał być znacznie droższy od KARa. Budowanie komputera bez konkretnego celu nie mieściło się w ramach działalności IFD i, rzecz jasna, prof. Pniewski nie był tym zainteresowany. Inżynier Karpiński musiał szukać chętnych do zainwestowania w jego pomysł.

Szukanie sponsora nie wyglądało tak łatwo jak dzisiaj. Ośrodków komputerowych w Polsce Ludowej było tylko kilka, wszystkie państwowe i zależne od budżetu centralnego. Instytut Fizyki Doświadczalnej odpadł; odpadał PAN, gdzie po aferze samochodowej Jacek Karpiński był już “spalony”. ELWRO i Instytut Maszyn Matematycznych, który stale krytykował i to otwarcie, nie wchodziły w grę.

Ostatecznie jedyną szansę na zbudowanie komputera dawała współpraca ze Zjednoczeniem MERA- biurokratyczną „czapą” nadzorującą cały przemysł elektroniczny w PRL-u. Karpiński, choć krytykował działanie Zjednoczenia, udał się do dyrektora Jerzego Huka i zainteresował go swoim pomysłem. Jednak, kiedy ten dowiedział się, że projekt istnieje w większości w głowie Karpińskiego, uzależnił dalsze działania od opinii komisji, która miała przeanalizować projekt komputera. Komisja zaopiniowała projekt komputera negatywnie, bo tak naprawdę nie miała co opiniować, poza szkicem architektury komputera, wszystko było w głowie geniusza.


Jacek Karpiński z komputerami K-202 na Targach Poznańskich 1971 r. (fot. PAP/Leszek Surowiec)

MB Metals, Data-Loop, MERA i SB

Tu muszę przypomnieć, że Jacek Karpiński od 1961 roku współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, najpierw dobrowolnie w zakresie wywiadu technologicznego, ale po aferze samochodowej, pod przymusem, podpisał zgodę na pełną współpracę. Była to początkowo obopólnie korzystna współpraca, bo wywiad otrzymywało informacje o zachodnich technologiach i firmach komputerowych, z “pierwszej ręki”. On miał w zamian wydawany bez problemu paszport (w PRL-u był to przywilej nielicznych), sponsorowano mu wyjazdy zagraniczne czy załatwiano paszport dla żony. Potem, kiedy przebywał w kraju w czasie konstruowania KAR-65, był mniej przydatny, ale też spotykał się z przedstawicielami zachodnich firm lub pisał dla esbeków raporty o stanie polskiej informatyki i ludziach działających w tej branży.

Oczywiście, SB działało w dwie strony, dlatego miało kilku współpracowników, którzy donosili na Karpińskiego. Jeden, o pseudonimie TW “Ryszard”, był jego najbliższym znajomym i donosił nie tylko o sprawach zawodowych, ale także o życiu prywatnym inżyniera. W 1968 r. “Ryszard” doniósł, że Karpiński jest niezadowolony z małych zarobków i że zamierza wyjechać za granicę i podjąć pracę w angielskiej firmie “MB Metals”. SB zablokowało mu wydanie paszportu, kiedy chciał wyjechać do rodziny w Anglii. Bano się, że Karpiński wyjedzie za granicę i tam będzie produkował i sprzedawał swoje komputery, na czym straci Polska. Zaczęto go inwigilować. Pilnowali go agenci i były podsłuchiwane jego telefony.


Ulotka reklamowa systemu K-202 – 1972 r. (fot. NSC)

Ale w 1969 roku dzieje się coś dziwnego. Karpiński dostaje paszport i leci do Anglii, na rozmowy z firma “MB Metals”, i prowadzi rozmowy na temat swojego nowego projektu. Anglicy są zainteresowani, ale chcą, aby praca nad komputerem odbywała sie w Anglii. Karpiński się nie zgadza, chce pracować w Polsce. Ostatecznie dogadano się, stroną w umowie ma być firma handlowa “Data-Loop”, zależna od “MB Metals”. Inżynier Karpiński zostaje konsultantem “Data-Loop” i od razu wypłacona mu zostaje znaczna zaliczka na poczet wynagrodzenia. Warunkiem podpisania umowy jest dostarczenie przez Karpińskiego, w ciągu miesiąca, planów komputera.

Po powrocie do kraju Jacek Karpiński dostaje zgodę na podpisanie umowy z Anglikami od Zjednoczenia MERA, Komitetu Nauki i Techniki, którego szefem jest znajomy Jacka, Jerzy Kaczmarek. Zgodę wyraża także Departament I MSW, czyli wywiad. Wszyscy liczą, że sprzedaż komputerów do Anglii będzie dobrym interesem i przyniesie polskiej gospodarce dużo dewiz.

W lipcu 1970 roku Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego  “Metronex” podpisało z “Data-Loop” oraz “MB Metals” umowę handlową, na mocy której ma być produkowany komputer wg projektu inżyniera Jacka Karpińskiego. Będzie on sprzedawany na Zachodzie przez “MB Metals”, częściowo w krajach socjalistycznych przez “Data-Loop”, a cześć produkcji zostanie przeznaczona na rynek polski. Prototyp miał być wyprodukowany do końca 1970 r., a pierwsze 10 sztuk do końca 1971 r. Koszt uruchomienia produkcji maszyny miał wynieść 16 mln złotych.

Kilka dni później dopisano do umowy dodatkową klauzulę, na mocy której “Data-Loop” zostaje właścicielem projektu komputera, “MB Metals” dostarcza niezbędne podzespoły do produkcji prototypów, które będą wkładem tej firmy w produkcję tych maszyn, a strona polska z każdych 4 wyprodukowanych maszyn prototypowych 3 przekazuje nieodpłatnie Anglikom.

Odpowiedzialnym za całą produkcję ma być inżynier Jacek Karpiński, który sam sobie dobierze zespół konstruktorów komputera. Produkcja ma być prowadzona w powołanym właśnie Zakładzie Doświadczalnym Mikrokomputerów, który powstał przy Zakładach Wytwórczych Sprzętu Pomiarowego ERA we Włochach pod Warszawą (obecnie dzielnica Warszawy).

I takie były początki nowego komputera Jacka Karpińskiego, który przeszedł do historii jako K-202.


Jacek Karpiński rysuje schemat komputera K-202 (fot. R. Broniarek, „Przyjaźń” (nr 36/71))

Ciekawostka- nawet bardzo duża ciekawostka

Cała akcja od momentu, kiedy odmówiono Karpińskiego środków na budowę komputera w Zjednoczeniu MERA, do podpisania umowy na produkcję prototypu komputera K-202 to okres około jednego roku. W ciągu tego czasu Karpiński zdobył sponsorów dla swojego pomysłu na niebagatelna sumę 16 mln złotych i to za granicą kraju, a do tego sam świetnie się ustawił zawodowo i finansowo. W umowie jedynym zarządzającym budową i produkcją komputerów był Karpiński. Występował ze strony polskiej jako dyrektor Zakładu Doświadczalnego Minikomputerów, gdzie miał zarabiać 20 tysięcy złotych miesięcznie, przy 2,5 tysiącach średniej pensji krajowej. A ze strony angielskiej występował jako konsultant firmy “Data-Loop” za duże pieniądze, o czym świadczy zaliczka, którą dostał na początku współpracy w wysokości 15 tys. funtów!

Jak widać, Karpiński miał duże wpływy w obu krajach. Anglikom bardzo zależało na tym, żeby pracował dla nich. Z kolei w Polsce jego poplecznikami byli między innymi redaktorzy Stefan Bratkowski i Mieczysław Rakowski. Obaj bardzo wpływowi ludzie, nie tylko w prasie, ale także w partii rządzącej PZPR. Rakowski był w latach 70. w Komitecie Centralnym PZPR a później premierem rządu. Bratkowski był na początku lat 70. kierownikiem Pracowni Prognoz Rozwoju Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Informatyki i wydawał dodatek do “Życia Warszawy” – “Życie i Nowoczesność”, zajmujący sie m.in. propagowaniem nowych technologii, w tym komputerów Karpińskiego.

Te fakty nie do końca zgodne są z tym, co mówił Karpiński o byciu prześladowanym w PRL.

CDN.

G. Shamot

 

 

 

Źródła
=================
Działania służb specjalnych Polski Ludowej wobec inżyniera Jacka Karpińskiego w latach 1950–1990 – Adam Kochajkiewicz
Ocalić od zapomnienia K-202 E. Jezierska-Ziemkiewicz, A. Ziemkiewicz
www.dobreprogramy.pl- blog macminik
www.ryszardtadeusiewicz.natemat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.